Wybór kierunku studiów to jedna z ważniejszych decyzji po maturze — ale, jak przyznaje samo Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, coraz częściej okazuje się decyzją, z której część osób się wycofuje. Resort ujawnił dane pokazujące, jak duża jest skala zjawiska określanego jako drop-out, czyli przedwczesne kończenie studiów.

Ponad 1,3 mln rezygnacji w kilka lat

Ministerstwo powołuje się na analizę Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB), z której wynika, że w latach 2012–2020 ponad 1,3 mln razy ktoś przerwał studiowanie wybranego kierunku i nie wrócił na niego w ciągu roku od skreślenia z listy studentów. Resort zastrzega jednak, że statystyka nie oznacza aż tylu różnych osób — mogła policzyć więcej niż raz kogoś, kto studiował jednocześnie na kilku kierunkach albo podejmował kolejne studia po rezygnacji z poprzednich.

Skala problemu różni się mocno między kierunkami. Jak zaznaczał minister nauki i szkolnictwa wyższego, na części kierunków technicznych i inżynierskich studiów nie kończy nawet sześciu na dziesięciu studentów — a zjawisko to nie jest wyłącznie polską specyfiką, lecz obserwuje się je również w innych krajach Europy.

Dlaczego studenci rezygnują

Ministerstwo dzieli przyczyny rezygnacji na dwie grupy. Pierwsza wiąże się z funkcjonowaniem samych uczelni: niezadowolenie z programu nauczania, zbyt duża przewaga teorii nad praktyką, mało elastyczne plany zajęć, problemy organizacyjne czy niewystarczająca komunikacja.

Druga grupa to przyczyny indywidualne — błędny wybór kierunku, pogarszająca się sytuacja finansowa, problemy zdrowotne, konieczność podjęcia pracy zarobkowej oraz trudności związane z dojazdami lub studiowaniem poza miejscem zamieszkania.

Resort zwraca też uwagę na dziedzictwo pandemii COVID-19 — nauka zdalna i hybrydowa ograniczyły kontakty społeczne i zwiększyły obciążenie psychiczne wielu młodych ludzi, co przełożyło się na poczucie osamotnienia, przewlekły stres i spadek satysfakcji z nauki.

Koszty życia jako coraz częstszy powód

Jednym z kluczowych czynników pozostaje sytuacja finansowa studentów. Ministerstwo przywołuje raport „Portfel Studenta 2025”, według którego przeciętne miesięczne wydatki studenta wynoszą już blisko 4 tys. zł — to wzrost o około 50 proc. względem 2020 roku. Według tych danych niemal co piąty student rozważał rezygnację z dalszej nauki właśnie z powodów finansowych.

Resort wskazuje, że dostęp do taniego zakwaterowania może mieć kluczowe znaczenie dla utrzymania studentów na uczelniach, dlatego w ostatnich latach zwiększono finansowanie inwestycji w akademiki — zarówno remontów istniejących obiektów, jak i rozwoju infrastruktury socjalnej.

Co dalej

Ministerstwo przyznaje, że obecnie nie prowadzi odrębnego programu skierowanego wyłącznie na ograniczenie zjawiska drop-outu. Realizowane są za to projekty finansowane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, których celem jest m.in. rozwój systemów monitorowania zagrożonych studentów, wsparcie psychologiczne, doradztwo zawodowe oraz lepsze dopasowanie kształcenia do potrzeb rynku pracy. Resort uruchomił też projekt wykorzystujący dane systemu ELA, który ma pomóc przyszłym studentom podejmować bardziej świadome decyzje o wyborze kierunku.

Kolejna, pogłębiona analiza przyczyn rezygnacji — przygotowywana przez OPI PIB — ma być gotowa pod koniec 2026 roku.

Zanim zdecydujesz się na rezygnację

Jeśli wybrany kierunek okazuje się nie tym, czego szukałeś, rezygnacja ze studiów wcale nie musi być jedyną opcją — w wielu przypadkach można przenieść się na inny kierunek lub uczelnię, zachowując część zaliczeń. Jeśli natomiast dopiero planujesz studia i chcesz uniknąć rozczarowania błędnym wyborem, zestawienie realnych progów punktowych w bazie progów i sprawdzenie własnych szans w kalkulatorze punktów to dobry punkt wyjścia, zanim padnie ostateczna decyzja o kierunku.